Wbiegłam schodami na górę, w
ogóle nie zwracając uwagi na rodziców, którzy siedzieli w dużym salonie
oglądając, jakiś nieciekawy czarno-biały film. Codziennie prawie to samo. Nawet w
nowym domu, pomyślałam i westchnęłam głośno, przewracając oczami. Otworzyłam
białe drzwi i weszłam do swojego pokoju, który świecił pustkami. Wytrzeszczyłam
nieco oczy, kiedy ujrzałam posłane jasną narzutą łóżko i ciemne zasłony w oknach.
Podłoga jakoś wydawała mi się inna, a na suficie wisiała ohydna ażurowa lampa w
dziwnym kolorze, który przyprawiał mnie o mdłości. W rogu stała ogromna szafa w
kolorze błękitu z wygrawerowanym motywem kwiatów. Wyglądała nawet w porządku,
gdyby nie to, że nie przepadałam za pastelowymi barwami. Pokręciłam głową i
spojrzałam na prawą ścianę, na której zamieszczona była kolorowa tapeta w
przemienne prążki. Myślałam, że zaraz mnie rozsadzi. To już był szczyt
wszystkiego. Czy moja matka myśli, że wciąż siedem lat?
Zdenerwowana rzuciłam mocno
torbą o ziemię i zbiegłam na dół, by rozmówić się z rodzicami. Wiedziałam, że
szykuje się niemiła rozmowa. Wpadłam do salonu, gdzie rodzice zasiadali sporą
kanapę, a w kominku żarzył się ogień umilając, im tą całą wspaniałą atmosferę.
Siedzieli obok siebie ściśle i uśmiechali się do ekranu. Zmarszczyłam lekko
brwi i rzuciłam się na jeden z foteli, przesuwając go prawie przed telewizor.
- Gdzie są moje rzeczy? Moje łóżko, meble, półki? I co
robią te… ohydne, kolorowe paskudztwa! – wrzasnęłam jak opętana, podnosząc się
jednak próbowałam nad sobą zapanować. Cóż, raczej bezskutecznie. Ojciec
spoglądał na mnie jakby zobaczył ducha, jednak po krótkiej chwili dostrzegłam,
że wciąż skupia się na nieciekawym filmie, jakby zupełnie zignorował moją
osobę. Podobnie jak matka, choć ona zmarszczyła czoło i otworzyła usta ze
zdumienia, jak wtedy, gdy powiedziałam jej, że zamierzam zostać wegetarianką.
- Spokojnie, skarbie… ależ nie musisz się tak unosić. Kochanie,
twoje wszystkie rzeczy są na dole, nie denerwuj się. Dziś z tatą byliśmy na
wielkich zakupach – rzuciła puszczając oko tacie, wyraźnie podekscytowana. - Kupiliśmy
mnóstwo rzeczy, między innymi te w twoim pokoju. Resztę pokażę ci później, gdy
skończymy oglądać „Casablancę”. Dopiero
co zaczęliśmy. Może chcesz do nas dołączyć? Przyzwyczaisz się do nowych mebli.
Są przecież takie urocze! – obwieściła spokojnie i z przesadną lekkością. Nawet
nie spojrzałam na ekran telewizora. Byłam po prostu wściekła i dostawałam
furii, gdy ktoś grzebał w moich rzeczach. Nigdy wcześniej rodzicie nie mieszali
się do wystroju mojego pokoju, ani do mojego pokręconego stylu życia. Dobrze
wiedzieli, że jestem typem outsidera, ale nie chcieli się z tym pogodzić, a w
szczególności matka. Ona nawet nie dopuszczała takiej myśli. Od lat próbowała
zrobić ze mnie wypindrzoną lalkę Barbie. Raz nawet zafundowała mi wizytę w
ekskluzywnym salonie fryzjerskim i poprosiła pracowników, by przefarbowali mnie
na złocisty blond. Oczywiście udało mi się wynegocjować z przełożonym czerwone
pasemka. Matka, widząc mnie w jeszcze „gorszym stanie” o mało co nie zemdlała,
a ja całą winę zrzuciłam na salon. Nie dałam się nigdy zrobić na plastikową
panienkę. Ubierałam się przecież prawie normalnie, a czasem nawet sięgnęłam po
magazyn z modą, by jakoś zbytnio nie wyróżniać się z tłumu, o co prosili mnie
zwykle rodzice. Nie miałam czasu skakać po sklepach za najnowszymi trendami,
choć szczerze powiedziawszy podobały mi się niektóre ubrania w sklepach, które zazwyczaj
mijałam. Jednak moi rodzicie niczego nie zauważali i bezskutecznie chcieli mnie
zmienić.
Zawsze próbowałam nad sobą
panować i nie popaść w furię. Zazwyczaj łagodnie znosiłam ich decyzje i
próbowałam się z nimi pogodzić. Moi starsi to ludzie wyjątkowi, aczkolwiek aż
za bardzo.
- Wolałam stare meble i tę starą podłogę, która była
wcześniej w tym domu! Nie chcę tych rzeczy. Możecie je zabrać i oddać komuś,
kto je doceni lub zwrócić do sklepu. – Nie wytrzymałam. Byłam rozwścieczona i
musiałam to z siebie wyrzucić. Miałam bzika na punkcie włażenia do mojego życia
z brudnymi buciorami. Czasami nawet miewałam ataki paniki, jednak lekarze nie
wykryli u mnie nic nadzwyczajnego. Stwierdzono, że dziewiętnastolatki miewają
czasem takie „odchyły”. Burza hormonów, huśtawki nastrojów, albo coś w tym
rodzaju.
- Co się z tobą dzieje? Nie podobają ci się te rzeczy?
Dlaczego, słońce?! – zapytał przejmująco ojciec. W końcu zwrócił na mnie uwagę
i spojrzał w moim kierunku. Matka wciąż była skupiona na starej produkcji,
wpatrując się tępo w ekran. Przesunęłam fotel i schowałam twarz w dłoniach.
- Szczerze? Są ohydne. Nigdy wcześniej nie robiliście mi
takich niespodzianek, o ile można nazwać to niespodzianką... Zawsze
pozwalaliście dobierać mi samej wszystko dla siebie, jeśli chodzi o wystrój pokoju.
- Najwyższy czas to zmienić! Jak możesz mieszkać w czymś
tak okropnym. Te czarne zasłony nie pozwalają wkraść się słońcu do pokoju – powiedziała
matka powoli, akcentując każde słowo.
- Ależ nie! – wrzasnęłam ponownie i tupnęłam nogą. Matka
zmarszczyła brwi. Nie była zachwycona moją odmowną reakcją, ale ojciec posłał
jej jedno ze swych tajemniczych spojrzeń, a jej wyraz twarzy w zupełności się
zmienił.
- Lillian, dajmy jej trochę swobody. Ona ma rację. To, że
przeprowadziliśmy się tutaj nie znaczy, że w domu mają obowiązać zupełnie inne
zasady. – Wyjaśnij spokojnie, mówiąc niemalże szeptem, choć dosłyszałam każde
słowo. Spoglądałam na nich, mając nadzieję, że odkręcą to wszystko. Ojciec
zawsze był po mojej stronie i tolerował moje dziwne poglądy na świat. Namówił
matkę nawet na wegetarianizm, co było naprawdę trudnym wyzwaniem.
Tata, wstając z kanapy
podszedł do mnie i powiedział:
- Vivian, posłuchaj… Porozmawiam jeszcze z Lilly.
Spróbuję dojść do jakiegoś porozumienia. Na razie rozpakuj się z tych pudeł, bo
jesteśmy tutaj już tydzień, a twoje rzeczy wciąż leżą w kartonowych pudłach na
dole.
- Okej, dzięki tato – odparłam. Westchnęłam głośno, po
czym opuściłam salon, wlokąc się na sam dół po swoje rzeczy. Szłam przez długi
korytarz i zbiegłam schodami w dół do dużego pustego pokoju, gdzie stały duże
pudła podpisane moim imieniem. Kolejno wyniosłam wszystkie rzeczy na górę.
Całość zajęła mi jakieś pół godziny. Większość miejsca w najmniejszych
kartonach zajmowały rysunki. Wypakowałam wszystko i poukładałam na półkach oraz
w szufladach. Resztę zbędnych rzeczy ojciec zniósł na dół. Byłam zadowolona,
choć nie okazywałam tego na ogół. Okropną tapetę jakoś zamaluję, pomyślałam.
Kiedy tato ostrożnie wynosił ostatnią już rzecz, (którą była szafa) z kieszeni
jego spodni wypadła kremowa koperta zaadresowana niewyraźnym pismem.
Zainteresowałam się nią i pobiegłam za ojcem. Od razu chwyciłam przedmiot do
rąk.
- Co to jest? – zapytałam, otwierając ją bez żadnego
zastanowienia.
- Ach, zupełnie o tym zapomniałem… To zaproszenie od
naszych sąsiadów na jutrzejszą kolację. Są bardzo uprzejmi. To miło z ich
strony, że postanowili nas do siebie zaprosić. Potwierdziłem już naszą
obecność, oczywiście wspomniałem, że i ty się tam pojawisz – oznajmił jednym
tchem, dźwigając mebel. Zaniemówiłam, spoglądając na niego zdumiona. Byłam
zupełnie zdezorientowana. O mało co nie upuściłam zaproszenia. Otrząsnęłam się
i bezzwłocznie podążyłam za ojcem.
- Nie ma mowy. Mam już plany na jutrzejszy wieczór i nie
są one powiązane z milutkim wieczorkiem u naszych nowiutkich sąsiadów –
odrzekłam z ironią, sztucznie się przy tym uśmiechając. Odgarnęłam czarne pasmo
włosów, które opadało mi na twarz i prychnęłam głośno.
- Żadnych dyskusji, Vivian. Tym razem musisz stawić się
na spotkaniu. Jeżeli chcesz zatrzymać swoje rzeczy oraz pozbyć się prezentów od
mamy musisz tam pójść – obwieścił podenerwowany. Był bardzo stanowczy. Dawno
nie widziałam go w takim stanie. Zapewne moja ukochana mama przemówiła mu do
rozsądku swoim piskliwym głosikiem. Chciałam już palnąć jakiś głupi komentarz,
jednak coś mnie powstrzymało. Rzadko odmawiałam ojcu jego próśb, a do tego
zaproszenia podszedł bardzo poważnie. Najwyraźniej będę musiała odwiedzić
państwo McFeenly i napić się z nimi angielskiej herbatki przy maślanych
herbatnikach…
***
Przygnębiona całą zaistniałą
sytuacją rzuciłam się na łóżko w swoim pokoju i włączyłam iPoda, głośno słuchając
ciężkich brzmień. Muzyka mnie uspokajała, jak i szkicowanie. Po dwóch latach
przerwy od rysowania znów wzięłam się do pracy, choć tamtego wieczoru nie
miałam już na nic ochoty.
Na niebie pojawiały się coraz
to ciemniejsze barwy błękitu sprawiając iż bliżej skradała się noc, a księżyc
wisiał swobodnie w przestworzach przypominając literę „c” lub lekko
niezgrabnego banana. Rozmyślałam o zbliżającym się roku szkolnym. Myśl o nowej
szkole wcale nie wzbudzała we mnie fascynacji. Wolałam stary dom, starą szkołę,
stare miasto i przyjaciół, których prawie w ogóle nie miałam. Może dlatego, że
nie byli mi potrzebni? Zawsze byłam typem samotnika, który uciekał od
rzeczywistego świata w głąb marzeń i niewyjaśnionych zdarzeń. Na widok mojej
kolekcji noży nawet kot sąsiadki dostawał dreszczy, kiedy włamywał się do
mojego pokoju w poszukiwaniu schronu przed nadopiekuńczą właścicielką, starą
panną Lindars. Dobrze, że rodzice nie wiedzieli o tym hobby.
Po takich długich rozmyśleniach postanowiłam
wybrać się na spacer. Zabiorę szkicownik, a może uda mi się coś niesamowitego
skrobnąć na papierze, pomyślałam podekscytowana całym pomysłem i uśmiechnęłam
się do siebie. Założyłam długie, czarne, wąskie spodnie oraz popielaty kardigan,
zapinany na trzy spore guziki. Na niego założyłam czarną narzutę z kapturem,
wykonaną z delikatnego materiału uszytego na wzór pajęczyny. Moje okrycie miało
dwie, długie satynowe wstążki, za pomocą których związałam ją starannie przy
szyi. Splotłam niedbale włosy w nisko upięty kok, a krótsze kosmyki włosów
opadały mi bezwładnie na oczy. Następnie nałożyłam na głowę lekki kaptur.
Spakowałam do ulubionej torby szkicownik wraz z ołówkiem, które dostałam od
ojca na szesnaste urodziny. Ukradkiem wyszłam niezauważona przez zamyślonych rodziców
i pospieszyłam w stronę zielonego zagajnika. W miarę szybko dotarłam do
pobliskiego parku. Przechadzałam się wolnym krokiem, powoli posuwając się
naprzód. Swoimi wielkimi jasnymi oczami obserwowałam wszystko, co znajdowało
się wokół mnie. Wspaniałe stare drzewa, zabytkowe lampy porozmieszczane co
kilkanaście metrów, przechodniów błąkających się z psami. Wiatr chłostał moją
bladą twarz i rozwiewał kosmyki, które pod wpływem wilgotnego powietrza
pokręciły się nieco. Szłam przez kręte ścieżki parku, zapominając o wszystkim i
o wszystkich. Wokoło otaczały mnie tylko drzewa, jednak przez konary można było
dostrzec oświetlony Londyn. Niewiele osób mijałam na swej drodze. Czasem ktoś
minął mnie, sunąc na rowerze lub niesforne nastolatki zabawiały się z
alkoholem, przyśpiewując stare piosenki. Nie zawracałam sobie głowy takimi
zachowaniami, tylko po prostu szłam dalej. Patrzyłam przed siebie i skupiałam
wzrok na tym, co mogłabym naszkicować. Krajobraz był tak niesamowity, że nie
mogłam się na nic zdecydować. Moją uwagę jednak przykuło coś, co leżało pod pobliskim
drzewem. Coś, co wyglądem przypominało osobę. Cokolwiek to było, wzbudziło moje
zainteresowanie tak, że postanowiłam podejść bliżej i przyjrzeć się dokładniej…
Aut. No to oficjalnie już mogę powiedzieć, że rozpoczęłam opowiadanie. :) Nie chciałam robić aż takich flaków z olejem, więc już w pierwszym rozdziale zaczynamy prowadzać trochę tajemniczości. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i polubicie główną bohaterkę, która z biegiem czasu zacznie się zupełnie zmieniać. Dziękuję za wszystkie komentarze pod prologiem! To naprawdę pomaga i oczywiście motywuje mnie.
Skończyłaś w takim momencie, że spokojnie bym mogła na Ciebie nakrzyczeć ;) Pierwszy rozdział, no tak, dowiadujemy się jacy są z pozoru rodzice Vivian i jak mniej więcej wygląda jej pokój. Trzeba przyznać, że dziewczyna ma charakter, przypominający wybuchowy bądź buntowniczy. To, że stawia na swoim czasami wychodzi na dobre, ja też nie chciałabym mieć pokoju, który kompletnie nie trafia w moje gusta. Podobają mi się twoje opisy. Skończyłaś w takim momencie, że tylko pozostaje mi czekać na kolejny rozdział. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń/pozorne-szczescie/
Świetnie się zapowiada. Na prawdę super opowiadasz ;* PISZ DALEJ :)
OdpowiedzUsuńZAPRASZAM DO MNIE ;*
http://babybeminetonightminetonight.blogspot.com/
Witaj!
OdpowiedzUsuńPo pierwsze wspaniały szablon. Najlepszy z wszystkich, które przewijały się przez tego bloga.
Po drugie bardzo, ale to bardzo spodobał mi się rozdział. Sama zawsze się wkurzam jak ktoś bez mojej zgody cokolwiek robi w moim pokoju. Raz nawet nawrzeszczałam na matkę, bo mi poprzekładała kilka rzeczy nie móc już patrzeć na bałagan.
Po trzecie i ostatnie - charakter głównej bohaterki. Naprawdę plus za niego.
Pozdrawiam!
Bardzo podobają mi się słowa i wyrażenia których używasz oraz styl pisania . W tych zdaniach jest coś takiego ... niecodziennego :] musisz czytać wiele książek , by wyrobić tak sobie słownictwo .
OdpowiedzUsuńgłówna bohaterka przypadła mi do gustu ;]
czekam na następny rozdział :>
zapraszam do mnie :
http://chcemiloscijakwpowiesciach.blogspot.com/
Przeczytałam i mam mieszane uczucia. Rozumiem główną bohaterkę, bo też nie lubię, gdy ktoś robi w moim pokoju co chce, ale też odnoszę wrażenie, że nie ma szacunku do rodziców. Wydaje się być zamknięta w sobie, żyje własnym życiem, w swoim własnym świecie. Jednym słowem - mam swój świat, swoje kredki i wara od niego! Plusem jest to, że potrafi postawić na swoim, chociaż mogłaby robić to łagodniej. Krzyk i wrzask na starcie? Zdecydowanie jestem na nie.
OdpowiedzUsuńMiło jest, że ustąpiła ojcu. Choć chciała postawić na swoim. Z takim charakterkiem powiadanie zapewne nie raz nas zaskoczy.
Oczywiście wielki plus za cudowny szablon. I powiem, że ze wszystkich "postaci" umieszczonych na nim, to kot najbardziej przykuwa moja uwagę :P
Podsumowując. Chętnie przeczytam rozdział drugi. Jeśli mnie zaciekawi, zostanę stałą czytelniczką, czego oczywiście nie obiecuję.
[oddech-smierci]
Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie na najlepszy imagin na blogu: http://you-love-me-and-i-love-you.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że bohaterka ma charakterek. No, ale nie ma się co jej dziwić. W końcu prawie każdy nie lubi, jak coś rodzice zmieniają w pokoju, bez jego wiedzy.
OdpowiedzUsuńZ drugiej jednak strony, Vivian jak na razie mnie nie przekonuje. Może faktycznie z biegiem czasu, ją polubię.
Podobają mi się twoje opisy, są takie dopracowane.
No i oczywiście szablon oczywiście świetny. Kot na mnie paczy :P.
Czekam na kolejny rozdział.
Pozdrawiam.
http://ostatnia-czarownica.blogspot.com/
Nie rozumiem trochę powodów, dla których został zmieniony wystrój pokoju dziewczyny. Zostało to jej narzucone z góry i już, koszmar. Ma być tak, a nie inaczej. Mamuśke posłałabym do diabła, a w tatku widziałam nadzieje, choć teraz wydaje mi się... zaborczy?
OdpowiedzUsuńBohaterka nie jest osobą, która daje sobie w kaszę dmuchać i to mi się podoba. Nie lubię takich, które są niesamowicie uległe (zazwyczaj). Jej postawa pokazuje, że będzie ciekawie :)
Czekam na więcej i pozdrawiam, L. ;*
Tajemniczy chłopak, siedzący pod drzewem. Już mogłabym stwierdzić, że to romantyk :) (chyba, że wyrzucili go z domu, to włóczęga) :D Mam nadzieje, że będzie to syn sąsiadów.